• warning: array_map() [function.array-map]: Argument #2 should be an array in /home/chello/domains/chello.linuxpl.info/public_html/modules/system/system.module on line 1020.
  • warning: array_keys() [function.array-keys]: The first argument should be an array in /home/chello/domains/chello.linuxpl.info/public_html/includes/theme.inc on line 1832.
  • warning: Invalid argument supplied for foreach() in /home/chello/domains/chello.linuxpl.info/public_html/includes/theme.inc on line 1832.
Grindhouse: Death Proof

Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą: grindhouse’ami nazywano w Stanach kina wyświetlające filmy akcji, sensacyjne i horrory klasy od B w dół. Zakochani w tej estetyce Tarantino i Rodríguez zabawili się w nakręcenie „artystycznych” filmów dla grindhouse’ów. W Ameryce oba filmy wyświetlane były podczas jednego trzygodzinnego seansu. Na rynek europejski – nieprzyzwyczajony do tego typu rozrywki – twórcy Grindhouse postanowili swoje filmy podzielić na dwa osobne seanse. Pierwszy to Death Proof Quentina Tarantina, drugi Planet Terror Roberta Rodrigueza. W przypadku Tarantina to na pewno najlepszy film reżysera od czasów Jackie Brown (1997).

Fabuła jest prosta: sfrustrowany, zakompleksiony samiec (Kurt Russell), posługując się swoim czarnym samochodem bezlitośnie morduje kobiety. I to właśnie one – kobiety – są najważniejszymi bohaterkami filmu. Kamera (Tarantino jest tu operatorem) po prostu je kocha i pokazuje jak największy cud świata. Twarze, piersi, brzuchy, pośladki ukazane są tu jak nigdy dotąd, a bohaterki emanują wręcz nadprzyrodzoną aurą. Weźmy choćby scenę, gdy Kaskader Mike dotyka i całuje stopy śpiącej Rosario Dawson. Albo tę z erotycznym tańcem. Obie to filmowy pean na cześć kobiecości i seksapilu. Dodajmy tylko, że kobiety Tarantina wcale nie są niewinne, a gdy ktoś nadepnie im na odcisk, skończy z obcasem wbitym w oczodół.

W Planet Terror Rodrígueza także mamy piękne i niezwykle charakterne niewiasty, tyle że gatunek, do którego zalicza się film, nie pozwala beztrosko cieszyć się ich urodą. Rodríguez zabawił się tu estetyką horrorów zombie. Krew tryska ciągle, flaki i mózgi walają się po ekranie. Ale nie psuje to zabawy, bo z każdego kadru – zarówno Death Proof, jak Planet Terror – emanuje niezwykła miłość, jaką reżyserzy darzą dawne kino gatunkowe. U nas nikt tak nie potrafi.

Robert Ziębiński

Zobacz galerie